Wiesław Magiera
O tym, że kobiety potrafią zafascynować – nam mężczyznom przypominać nie trzeba. Jeśli taka wygląda “nieźle” i głowę ma nie tylko od parady – oj, uważaj kolego, żebyś nie “wpadł” na amen.
Tym razem jednak nie o takich “powabach” chciałbym słów parę, lecz nieco innych. O takich kobietach mianowicie, co wcale-wcale wyglądają, lecz imponują zgoła czymś odmiennym. Taka to refleksja do mnie dotarła podczas lektury książki Zofii J. Zdybickiej pt. “Religia i religioznawstwo” wydanej przez KUL 20 lat temu. Tak precyzyjnie napisanej pracy filozoficznej (ale w przystępnej wersji) dawno nie miałem w ręku. Już wprowadzenie (którego zadaniem jest m.in. zainteresowanie czytelnika) jasno daje do zrozumienia, iż mamy do czynienia z badaczem nieprzeciętnym, pracą starannie przemyślaną, syntezą dużej miary. Autorka (tu przypomnijmy: profesor i zakonnica) imponuje systematycznym wykładem, wciągającym – oczywiście zainteresowanych – niczym kryminał. Znakomity warsztat naukowy, własne oryginalne konkluzje, opis rzeczy i zjawisk – sprawia, iż – mimo hermetycznego niekiedy (zatem bywa, że i nudnego) języka filozofii i teologii – rzecz czyta się doskonale.
Zdybicka stara się udowodnić, a czyni to wybornie, że religia, czy ktoś tego chce czy nie, przenika ludzkie życie i kulturę na wskroś. Sama propozycja definicji “kultury” jej autorstwa zachwyca prostotą, a jednocześnie celnością ujęcia. Mówi oto, że to “nic innego, jak sposób istnienia człowieka”.
Religię uznaje za dziedzinę kultury, lecz dziedzinę niezwykłą. Nadaje ona bowiem perspektywy i sens całej ludzkiej kulturze. To oczywiście jedynie ze wstępu. Cała praca jest atrakcyjnie poprowadzonym wykładem – spojrzeniem na zjawisko religii (także religijności) od strony każdej możliwej percepcji, a więc także fenomenologii czy marksizmu. Gorąco polecam tę pozycję wszystkim, no właśnie – wszystkim, ale szczególnie tym, którzy szukają dobrej lektury, wyjaśniającej naszą (nie tylko naszą, bo mowa i o innych religiach) kulturowo-religijną rzeczywistość.
Większość z nas słyszała zapewne o innej zakonnicy – filozofie, i to w dodatku świętej – Edycie Stein. Ta wychowana w żydowskiej rodzinie, w gruncie rzeczy – ateistycznej, niezwykle zdolna kobieta, zaskoczyła wszystkich, przechodząc na katolicyzm i wybierając zakonny habit. Jej nie mające precedensu koncepcje odnoszące się do człowieka jako istoty świadomej, sprawiły, że zyskała wielkie uznanie pośród współczesnych filozofów, którzy określili je jako “filozofię światła”. Bohaterska Żydówka i chrześcijańska święta odeszła niestety przedwcześnie – została zagazowana w KL Auschwitz II – Birkenau. Przed wojną Hilter zwolnił ją z pracy w niemieckim radiu, gdzie prowadziła cykl wykładów.
I na koniec o jeszcze jednej kobiecie w habicie, inicjatorce święta Miłosierdzia Bożego, jakie obchodzić będziemy w najbliższą niedzielę. Faustyna Kowalska prawdopodobnie także zostałaby wybitną katolicką uczoną. Warunki życiowe nie pozwoliły jej jednak na zdobycie nawet podstawowego wykształcenia. Analizujący wszak “Dzienniczek” teologowie, zadziwieni są przejrzystością myśli i skomplikowanymi teologicznymi analizami. Nie wspominając już o wiedzy doktrynalnej dostępnej zwykle dla profesjonalistów.
Świetnie się czyta Zdybicką, imponuje życiowy wybór wbrew otoczeniu i wiedza Stein, lecz najbardziej dziś znana na świecie, chyba paradoksalnie (być może paradoksy są “specjalnością” Bożą) jest właśnie cicha, niepozorna mistyczka święta siostra Faustyna, która poruszyła swym przesłaniem nie tylko wybitnych myślicieli, lecz trafiła do wszystkich.
Wiesław Magiera



